Ubuntu 17.10 – co nowego?

Już za miesiąc premiera nowego Ubuntu 17.10 o jakże chwytliwej nazwie: pomysłowy mrównik! Notabene Markowi przydałaby się pomoc copywritera gdyż co prawda wydumane nazewnictwo budzi uśmiech natomiast później jest trudno zapamiętać, które wydanie było mrównikiem, pangolinem czy wielorybem.

To wydanie jest też szczególne gdyż historia Ubuntu zatoczyła koło i niejako wróciliśmy do roku 2010, kiedy to również w październiku ukazała się ostatnia wersja Ubuntu z gnomem.

Po siedmiu latach Canonical wróciło do korzeni porzucając swoje wszystkie mniej lub bardziej udane pomysły: Unity, Unity8, Mir, Upstart (to już trochę wcześniej), Ubuntu One (tego najbardziej szkoda), Ubuntu Phone… Nie mogę nie skorzystać z okazji aby nie wypowiedzieć mantry: „Przez siedem (prawie osiem) ostatnich lat, użytkowniczki i użytkownicy byli ignorowani przez firmę Canonical, która nie wsłuchiwała się…” 😉

 

Ubuntu 17.10 to pierwsze Ubuntu bez Unity, a w zamian dostajemy Gnome Shella czyli coś co domyślnie znają użytkownicy Fedory i remixu Gnome(U?)buntu. Kalendarz tak się szczęśliwie złożył, że Ubuntu zostanie wydane już z nową wersją Gnoma 3.26, Mesą 7.12 i jądrem 4.12 i całą gamą zaktualizowanych pakietów, których wersja może jeszcze ulec zmianie do czasu premiery, zwłaszcza kernel.

 

Instalacja Ubuntu przebiega dokładnie tak „jak zawsze” natomiast w czasie logowania czeka na nas mała niespodzianka i nie jest nią wcale GDM będący częścią Gnoma lecz fakt, iż domyślnym trybem logowania jest Wayland.

 

 

Osobiście uważam, że to jeszcze nie czas na używanie Waylanda chyba, że zamierzamy korzystać głównie z otwartych sterowników, a gry nie będą naszym priorytetem. Stare, dobre Xy jeszcze będą długo w naszych komputerach chociażby w postaci XWaylanda w celu zachowania kompatybilności.

 

Po zalogowaniu ukaże się nam standardowy ekran Gnome shella wraz z dodatkiem Dash to Dock (zmienionym przez Canonical), który ma imitować Unity. Za chwilę poznęcam się nad tym rozwiązaniem….

 

 

Zainstalowane domyślnie programy nie odbiegają od tych znanych z wcześniejszych wersji Ubuntu.

 

 

Jak widać po zrzutach ekranu, Canonical bardzo nie bawiło się w dostosowywanie swojej dystrybucji w wodotryski, a szkoda. Skoro idziemy już totalnie na łatwiznę i bierzemy całego gnoma z całym dobrodziejstwem inwentarza warto by dokonać więcej wizualnych zmian aniżeli kolejna nudna tapeta i pomarańczowe kropki w doku. Za czasów Gnoma2 Ubuntu było znane z bycia przyjazną dystrybucją z wyselekcjonowanym oprogramowaniem, która kształtowała ówczesne pokolenia „linuksiarzy”  🙂 Dziś już niewiele z tego zostało bo zawsze dostajemy ten sam temat, te same ikony, ten sam zestaw programów.

 

Nautilus i Gnome Software wyglądają tak jak w Gnomie. Jest jedna pozytywna rzecz z tej całej przesiadki. Wreszcie można zmienić lokalizację ikon maksymalizacji, minimalizacji (po instalacji gnome-tweak-toola).

 

 

Wrócę do nieszczęsnego doka a’la unity, który sam w sobie jest bardzo fajnym dodatkiem, sam używam. Lecz w obecnej wersji Ubuntu (może to bug??) ilość opcji konfiguracyjnych jest również a’la unity:

 

 

Poniżej zrzut ekranu z opcji z oryginalnego dodatku Dash to dock, który możemy zainstalować ze strony gnome-extensions:

 

 

Pozostałe elementy systemu to już zwykłe środowisko Gnoma wraz kilkoma dodatkami od Ubuntu jak centrum aktualizacji oprogramowania i sterowników.

Gołym okiem widać, że w systemie brakuje wielu ficzerów gdyż taka jest trochę przypadłość gnoma, który staje się coraz bardziej minimalistyczny. Natomiast wszelkie braki można uzupełniać poprzez rozszerzenia: gnome-extensions. Canonical mogło bardziej się postarać i doinstalować tych kilka najbardziej użytecznych. Rzuca się to zwłaszcza w oczy, kiedy włączymy domyślny odtwarzacz (Rhythmbox) i poza małą kropką w doku oraz domyślnym centrum powiadomień brak jakichkolwiek informacji. Brakuje tu co najmniej: top icons plus czy media player indicator.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.